środa, 24 grudnia 2014

Świeta XD

Drodzy czytelnicy! Przepraszam was NAJMOCNIEJ jak się da! Nie mam weny i nie piszę, jednak nie zapomniałem o blogu! Postaram się ruszyć z chociaż jednym blogiem od nowego roku. Mam nadzieje że nie zapomnieliście o mnie i mi wybaczycie:( GOMEN!!! :(( A z okazji nadchodzących świąt życzę wszystkim i każdemu z osobna, smacznego jajeczka, dużo dużo szczęścia zdrowia i pomyślności oraz miłości w nadchodzącym roku. Oby en rok 2015 był dla nas jak najlepszy, by nie zabrakło nam tego co w życiu dla nas najważniejsze^^

sobota, 10 maja 2014

Gomen;(

Bardzo mi przykro jednak jestem zmuszony zawiesić bloga;( Powód jest taki że kompletnie nie mam weny, mimo, że wiele razy siedziałem nad tekstem nic nie chciało przyjść ;( Bardzo mi przykro i moge jedynie prosić o wybaczenie:(

środa, 29 stycznia 2014

Rozdział.11 - Tajemniczy bohater

Drodzy czytelnicy wiem że późno dodaje nową notke ale nie mam kompletnie weny :( Nie jestem w stanie nic napisać :( Naprawdę was przepraszam, mam nadzieje że wkrótce się to zmieni;( Pozdro and Peace^^
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Duża polana… Wiatr powiewał delikatnie, z tylko chwilowymi silniejszymi zrywami unosząc trochę kurzu w powietrzu. Drzewa kołysały się powoli, jakby  ktoś je lulał do długiego i spokojnego snu. Słońce na niebieskim płótnie nieba, delikatnie przygrzewało, dzięki czemu pogoda była wręcz idealna na długi i romantyczny spacer po parku. Niestety nie każdemu było to dane…  Pewien chłopak, o oczach czystych jak morze właśnie czekał na cios swojego przeciwnika… A raczej przeciwniczki. Jego rywalem w walce była Tayumi. Piękna, wysoka kobieta o kruczoczarnych włosach i pięknych, błyszczących brązowych oczach. Ubrana w obcisłą bluzę bez rękawów i niebieskie spodnie, przewiązane czerwonych, ozdobnym, sznurem wyglądała niezwykle prowokująca i uwodzicielsko. Zapewne była spełnieniem marzeń nie jednego mężczyzny. Jednak nie można było się dać zwieść pozorom… Ów kobieta była nunnekinem z Kraju Wody… O dziwo jej matka pochodziła z Kraju Błyskawic. Swego męża poznała podczas wyprawy kupieckiej, którą eskortowała. Podczas pobytu w Wiosce Mgły, poznała mężczyznę w którym się zakochała, z wzajemnością… Po kilku latach dorobili się synka i córeczki, mama by ich przystosować do życia w tym okrutnym świece uczyła ich walczyć… Niestety nastąpiła tragedia. Trzecia Wielka Wojna Shinobi…   To właśnie ona odebrała małej Tayumi to co najpiękniejsze. Szczęśliwą kochającą rodzine. Dziewczyna by mieć za co żyć i jeść musiała zacząć żebrać na ulicy, przyjmować misje od Kage wioski oraz w „pracować” w domach publicznych. Po jakimś czasie zawuażył ją jeden z miejscowych gangów, podczas obrony przed gwałcicielami… Tak się stała kimś, kim jest teraz… Bezwzględną kobietą, która nie cofnie się przed niczym aby wypełnić zadanie. Dzięki rodzicom jej natura chakry jest wyjątkowa, gdyż można by rzec dwojaka… Potrafi w pełni kontrolować naturę Raiton i Suion, co jest zabójczym związkiem. Podczas walki z takim przeciwnikiem należy zachować szczególną uwagę… Niestety Uzumaki musiał się jeszcze wiele nauczyć o sposobach walki shinobi.
- To wszystko na co się stać?! – Krzyknęła dziewczyna, po raz kolejny atakując Naruto. Młodzieniec bronił się jak tylko potrafił, jednak i tak był dotkliwie poraniony. Kakashi i Sasuke skończyli swe walki, jednak byli kompletnie wyczerpani z zasobów chakry i dotkliwie poranieni… Ostatni przeciwnik szaro włosego wykorzystał wszystkie zasoby chakry, dokonując ataku ostatecznego… Wysadzając siebie w powietrze, mając nadzieje że zabije to Tazune i Hatake… Na całe szczęście napastnik-samobójca nie miał na tyle chakry by tego dokonać… Aczkolwiek bardzo poranił jounina, w szczególności jego prawą rękę, którą Kakashi zamierzał zabić napastnika przed, jak to on określił „idiotycznym posunięciem, godnym pochwały”. Jednak to „idiotyczne posunięcie” wyeliminowało mężczyznę, jeśli chodzi o możliwość walki. A ponieważ Sakura zajmowała się leczeniem ran poszkodowanych, Naruto pozostał sam na placu boju z przeciwniczką. Natomiast reszta Drużyny7 przyglądała się bezradnie… Nawet Sasuke chciał mu o dziwo pomóc… Kruczowłosy czuł jakby między nimi rosła jakaś braterska wieź… wieź którą utracił… Mimo iż walczył z tym uczuciem, sprawiając pozory zimnego drania, przychodziło to mu z wielkim trudem. Czy coś co się utraci, można ponownie odzyskać?  Czy w ogóle uczucia można do końca utracić? Albo inaczej… Całkowicie się ich wyzbyć… Te i wiele innych pytań przelatywało z zawrotną prędkością przez głowę młodego Uchihy.
- To już koniec. – Krzyknęła Tayumi wytrącając blondynowi oręż z rąk. Teraz był zupełnie bezbronny. Dziewczyna widząc młodzieńca bez broni postanowiła się z nim zabawić. Uwielbiała przysparzać swym ofiarom jak najwięcej cierpień… Można by pomyśleć, że chciała w ten sposób zrekompensować  ból i gorycz, jaką ona przeżyła w dawnych latach. Po kilkunastu minutach nieustannych ataków na niebieskookiego, dziewczyna widząc ilość ran na ciele chłopaka postanowiła dać mu chwile czasu, aby się dość mocno wykrwawił… Czyli ogólnie rzec ujmując… Kobieta chciała by Uzumaki poczuł jak najwięcej bólu przed śmiercią. I tak też było… Początkujący shinobi cierpiał co niemiara… Cięcia od sztyletów, znajdujące się na jego ciele przeszywały każdy zakamarek ciała chłopaka. Każdy nawet najmniejszy ruch powodował nasilenie się krwawienia, które i tak było bardzo intensywne… W tym tępię Naruto, musi zakończyć walkę jak najszybciej… By w ogóle przeżyć, nie mówiąc już a całkowitym powrocie do zdrowia. Wiele ścięgien i mięśni zostało rozciętych lub poszarpanych na wskutek małych zadziorów znajdujących się na krawędzi ostrza przeciwniczki. Gdy wszyscy z milczeniem i w przypadku  Sakury przerażeniem zaczęli przyglądać się temu, jak dziewczyna zaczęła zbliżać się do chłopaka, Kakashi wyczuł jakby czyjąś obecność…  Jego niepewność była usprawiedliwiona, gdyż nigdzie nie wyczuwał innych pokładów chakry, prócz osób przebywających tutaj. W takim razie skąd to uczucie, jakby byli obserwowani. Rozmyślania szarowłosego przerwał odgłos rytmicznych uderzeń podeszw o podłoże… To właśnie kruczo włosa piękność zbliżała się w stronę Uzumakiego. W ręce prawej ręce trzymała krótki, spiczasty miecz, o tępych krawędziach, lecz ostro zakończonym czubku. Gdy znalazła się przed Naruto przyłożyła ostry czubek do szyi chłopaka… Teraz wystarczyło pchnąć, by zanurzyć stalowe ostrze w jego ciało, tym samych zakończając  jego męki…
- Jestem pod olbrzymim wrażeniem twych umiejętności… Jednakże… Czas umrz... – Gdy dziewczyna miała właśnie pozbawić życie jinchuuriki Kyuubiego no Kitsune, z miejsca, gdzie znajdowało się  jej serce, wysunęło się ostrze. Krew dziewczyny ochlapała twarz niebieskookiego, iż wyglądało ona jak czerwone morze z dwiema soczyście niebieskimi wysepkami, znajdującymi się równolegle do siebie. Z Perspektywy sakury wyglądało to tak, jakby ktoś zmaterializował się za dziewczyną. Tak szybko to nastąpiła. Haruno nie mogła dostrzec wyglądu człowieka, który ocalił życie chłopaka, gdyż całą jego postać zakrywał gruby płaszcz z głębokim kapturem…
- Kuso… – Szepnęła dziewczyna, nim jej ciało padło na ziemię, bez życia, tuż obok Uzumakiego. Chłopak nadal patrzył się na osobę, która ocaliła go przed pewną śmiercią.
- Ty… - Wydusił z siebie blondyn resztkami sił i ciągle spoglądając na tego człowieka. Jego oczy, w których można było dostrzec pogodzenie z losem, zastąpiły oczy czystego przerażenia.
- Hehe… Nikt nie odbierze mi tej przyjemności… - Szepnęła postać bardzo cicho, wręcz niesłyszalnie. Blondyn jednak usłyszał każdy wyraz każdy dźwięk powietrza wydobywającego się z ust, które w przestrzeni świata przeradzało się w litere, by następnie dorosnąć do bycia słowem… Następnie ów człowiek zniknął tak szybko i nie spodziewanie jak się pojawił. Sakura, opatrzywszy przyjaciół, natychmiast podbiegła do blondyna, który chwile później stracił przytomność. Leżał w ogromnej kałuży krwi… Ze łzami w oczach zaczęła go opatrywać… Sasuke i Kakashi resztkami sił wstali i stanęli za kunoichi, kładąc jej po ręce na ramieniu, by ją wesprzeć. Stan młodzieńca był poważny… Płytko oddychał i nierównomiernie. Były nikłe szanse że przeżyje… Wiele arterii zostało przeciętych.
- Pomóż jej… - Szepnął Kakashi do Sasuke, odrywając rękę i kierując się w stronę Tazuny. Mężczyzna był bardzo zdenerwowany. Starzec patrzał na niego z przestrachem w oczach. Najwidoczniej spodziewał się o co może chodzić…
- Co to ma kurwa znaczyć?! Kim oni byli?! Czego chcieli?! – Zaczął krzyczeć Hatake w niebogłosy, szarpiąc mężczyzną za bluzę. Tazuna, mimo iż był przerażony, postanowił to wyjaśnić… Wiedział że ma taki obowiązek wobec nich… a zwłaszcza wobec chłopaka który może zaraz stracić życie…
- Byli to ludzie wynajęci przez Gatō… - Rzekł cicho mężczyzna w okularach. Jounin puścił go, spoglądając na niego wzrokiem, który wręcz kazał dalszych wyjaśnień, bez żadnych sprzeciwów. Tazuna rozumiejąc Jounina, zaczął mówić dalej… - Muszę wrócić do Kraju Fal, by zbudować most, tym samym pomagając mieszkańcom. Jest to biedna społeczność, a Gatō wzbogaca się na niej przeprawiając ludzi na brzeg… Tak naprawdę to powinna być misja rangi A… Wybaczcie… Wybaczcie mi- Wyraził słowa skruchy mężczyzna spuszczając głowe.
- Wracamy! Sasuke pakuj sprzęt! Sakura zaopiekuj się Naruto. – Zarządził mężczyzna, samemu pakując swój namiot i sprzęt.
- Hai! – Potwierdzili Haruno i Uchiha. Młodzieniec zaczął od rozkładania namiotów, natomiast Sakura nadal tamowała krwawienie… Jej oczy były podpuchnięte a po policzkach nadal spływały łzy. W głowie przeżywała na nowo wszystkie spędzone razem chwile… Pierwsze spotkanie drużyn…  Imprezę zapoznawczą… Odwiedziny w jego domu, dowiedzenia się czy to on ja uratował, co zresztą potwierdził, oraz w celu zaproszenia ją na ów impreze… Uratowanie sarenki… Próbo zdobycia dzwonków… Walenie go po głowie, na tę myśl dziewczyna delikatnie się uśmiechnęła. To był raczej rodzaj zabawy i wiedziała, że on nie ma jej tego tak naprawdę za złe… I chyba najważniejsze. To że jej zaufał i zdradził co nieco o swojej przeszłości, choć nie musiał. Teraz ten sam chłopak leży przed nią, umierając…
Gdy dziewczyna odwróciła się by sięgnąć po bandaż Naruto złapał ją za rękę. Z zaskoczenia Sakura aż podskoczyła. Chłopak patrzał na nią swymi błękitnymi oczami w których było widać iskierki wielkiej determinacji…
- Pomóż mi… - Szepnął Naruto w stronę zielonookiej, następnie próbując wstać. Jego ciało ponownie przeszła wala okropnego bólu i pieczenia. Bandaże w miejscach gdzie znajdują się żyły i tętnice zaczęły przeciekać krwią. Jednak niebieskooki był nieustępliwy. Sakura starała się go uspokoić, jednak on pozostawał niewzruszony na jej prośby, wręcz błagania.
-Sensei… - Powiedział na tyle głośno by każdy go usłyszał… Każdy zwrócił głowy w jego stronę, prócz Haruno która patrzała w strone Hatake błagalnym spojrzeniem, jakby chciała prosić go o pomoc by on coś poradził. Mimo iż nogi odmawiały posłuszeństwa, zaczął kroczyć w stronę kapitana. Kakashi czuł jak bije od niego wielka determinacja. Gdy stał już kilka kroków od niego niebieskooki zaczął ponownie mówić… - Musimy tam dotrzeć… Musimy im pomóc… Panu Tazunie… Mieszkańcom… Sensei! Pros… - Nagle Naruto padł, omdlony. Na szczęście Hatake złapał go w ostatniej chwili, oszczędzając mu dodatkowych cierpień. Następnie ułożył go delikatnie na ziemi…
- Sensei proszę… Nie możemy… - Zaczął ponownie Naruto prosić Kakashiego by dokończyli misje… Jednak ból w klatce piersiowej utrudniał, wręcz uniemożliwiał chłopakowi mówienie wyrazów, a co dopiero zdań… On jednak pozostawał nieustępliwy. Chciał pomóc tym ludziom, nie może pozwolić by Gatō wygrał… Oni potrzebowali tego mostu… Który dla mieszkańców Kraju Fal był zapewne był czymś więcej niż zwykłym obiektem. Był to droga ku lepszej przyszłości…
- Kakashi-sensei… Proszę… - Zaczął znowu błagać Hatake, Uzumaki.
- Leż spokojnie… - Powiedział cicho szaro-włosy do niebieskookiego. – Sasuke, nie  składaj namiotów… - Nakazał jounin, gdy Uchiha właśnie miał się zabierać za rozbieranie ów przedmiotów… Chłopak trochę zdenerwowany, postanowił sobie usiąść czekając na dalsze rozkazy, nic nie mówiąc… Nie do końca tak wyobrażał sobie przydzielenie do drużyny… Liczył na niezliczoną liczbę treningów, dzięki którym stanie się silniejszy, by dokonać zemsty… Zemsty na człowieku, który odebrał mu wszystko… Zemsty na bracie…
- Sakura, pomóż Naruto pójść do własnego namiotu, i zmień mu opatrunki…  Ja z panem Tazuną  pójdziemy po drewno i świeże zapasy wody… Biedzimy musieli przenocować tutaj dzień… Lecz Naruto. – Zwrócił się mężczyzna do chłopaka. – Ja nie będę narażał twojego zdrowia i życia. Jestem kapitanem Drużyny7 i ponoszę za was odpowiedzialność. Jeśli ci się nie poprawi… Wracamy. – Postanowił Hatake. Tak naprawdę to był jego plan od samego początku. Wiedział, że niemożliwym jest by ktokolwiek mógł wydobrzeć z takich ran, tak szybko. Jedynie Tsunade, jedna z legendarnych sanninów, która jest najlepszą z żyjących medic-ninja była by wstanie go wyleczyć. Jednak nikt nie wie gdzie ona aktualnie przebywa.
- Hai! – Krzyknęła dziewczyna, podchodząc do chłopaka… O dziwo sam wstał, chwiejnym krokiem, ale sam doszedł do swojego namiotu gdzie się wygodnie ułożył. Haruno ze zdziwieniem w oczach poszła za nim, trzymając  w rękach apteczkę. Gdy weszła za nim, usiadła obok niego i rozłożyła jej zawartość. Znajdował się tam oczywiście bandaż, gaza, kilka tabletek mających na celu zbicie gorączki, w wypadku jej wystąpienia, płyn do dezynfekcji ran, oraz igłe i nici do ich zszywania. Nie zwlekając chwili dłużej, zabrała się za zmienianie opatrunków młodzieńca. Gdzie było to konieczne zszywała rany, a gdzieniegdzie tylko dezynfekowała. Po wykonaniu wszystkich czynności, podała mu tabletki, aby w nocy nie gorączkował po czym sama wyszła. Wszyscy nawet się nie zorientowali, gdy nastał już wieczór, słońce zaczęło zachodzić, ustępując miejsca na nieboskłonie srebrnemu blasku księżyca, a w tle zaczęła grać kołysanka świerszczy. Wszyscy, przy jednym ognisku, prócz Uzumakiego zaczeli pałaszować swoje porcje kolacji. Był to ryż z kawałkiem mięsa z dzika, którego upolował Kakashi za pomocą swoich technik, oraz zielona herbata.
- Misternie to wymyśliłeś Kakashi-sensei… - Powiedział Sasuke, nie odrywając oczu od kubka, z gorącym naparem.
- Nie rozumiem… - Powiedziała Sakura, spoglądając zaintrygowanym wzrokiem na Uchihe.
- Kakashi-sensei wcale nie miał zamiaru kontynuować misji… Nie chciał denerwować Naruto, gdyż to by było nierozważne w jego i tak poważnym stanie. Zdenerwowanie mogłoby spowodować nasilenie krwotoku, co by spowodowało szybką śmierć, nimbyśmy doszli do Konohy, wykrwawiłby się… Mam racje? – Spytał kruczo włosy spoglądając na jounina, który był pod wrażeniem rozumowania chłopaka. Ale szybko oprzytomniał. W końcu to Uchiha… Ród, w którym na świat przyszło wielu geniuszy… Najwidoczniej Sasuke był kolejnym…
- Masz racje Sasuke… To był mój plan od samego początku. – Potwierdził Hatake. Następnie wstał i skierował się ku pobliskiemu drzewu, na którym pełnił wartę poprzedniej nocy. – To był ciężki dzień… Wyśpijcie się dobrze, będę na warcie całą noc…
- Ale… - Chciała zaprotestować zielonooka, jednak Hatake szybko jej przerwał.
- Nie chce słyszeć żadnych sprzeciwów… Rozumiemy się? – Spytał poważnym tonem.
- Hai. – Szepnęła cicho spuszczając głowe i kierując się do swego namiotu. Po chwili wszyscy, prócz Hatake, zajmowali swoje miejsca w namiotach i układali się do snu. Tymczasem w namiocie blondyna działa się rzec nadzwyczajna. Ciało chłopaka było otoczone czerwono-pomarańczową powłoką z chakry, która wyglądała, jakby wrzała i bulgotała. Jednak wcale nie była gorąca tak jakby można pomyśleć. Wydzielała jedynie miłe i przyjemne ciepełko…
-‘’Czemu ja muszę się ciągle nim zjamować… ’’- Pomyślał wielki rudy lis zapieczętowany w chłopaku. Znajdował się on w złotej klatce, która zupełnie nie pasowała stanem do reszty miejsca. Był to wielki kanał, zalano do kostek wodą. U góry znajdowały się niezliczone kilometry rur i przewodów z których nieustannie kapała ciecz. W powietrzu można było wyczuć zapach stęchlizny. Ogółem mówiąc nie było to przyjemne miejsce. – Co za idiota… - Szepnął Kyuubi otwierając leniwie jedno ze swoich wielkich i przerażających ślepi. 
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Za wszelkie błędy i niedociągnięcia ogromne Gomen.

wtorek, 24 grudnia 2013

Święta^^

Drodzy czytelnicy, z okazji nadchodzących świąt życzę wam dużo szczęścia, zdrowia, pomyślności i co tylko zapragniecie oraz niezapomnianego sylwestra i spełnienia marzeń w nadchodzącym roku^^

wtorek, 26 listopada 2013

Rozdział.10 - Tajemnicze drzewo...

Na wstępie, chciałbym was serdecznie przeprosić że notki się tak późno ukazują, ale kompletnie jestem wypompowany z weny. Dodaje notki tylko dlatgeo że zrobiłem je do przodu w zapasie, który niestety się kończy. Mam nadzieje że nim to nastanie wena powróci;/ to by było na tyle.;( Pozdro and Peace^^
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Ciemny, mroczny las. Noc. Cisza. Żadnych odgłosów ptaków… Świerszczy… Brak jakiejkolwiek żywej istoty. Oprócz jednej… Młodego chłopaka, o nieskazitelnie niebieskich, jak błękitne morze, oczach oraz włosach koloru blond, które pod wpływem, srebrnego blasku księżyca, będącego jedynym źródłem światła, nabrały wręcz królewskiego blasku. Ów młodzieniec nazywał się Naruto Uzumaki, i razem ze swoją drużyną został wysłany na misje eskorty Pana Tazuny do Kraju Fal. Lecz teraz jest sam. Ostatnie co pamięta, to jak kładł się do łóżka po pracowitym wieczorze, przy zmywaniu garów. Nagle słychać cichutki, wręcz niesłyszalny głos. Jakby wołanie. Uzumaki zaczął kroczyć w jego kierunku, coraz szybciej i szybciej. Ani się spostrzegł gdy spokojne kroczenie, przerodziło się w trucht. A trucht w bieg. Biegł coraz dalej i dalej, zapuszczając się coraz głębiej w odmęty przyprawiającej o ciarki puszyczy.  Głos stawał się coraz głośniejszy i bardziej wyraźny. Niebieskooki był w stanie zrozumieć, słowa które wypowiadała tajemnicza postać.
- Naruto… Odnajdź mnie… - Usłyszał ponownie Uzumaki. Las stawał się coraz bardzie i bardziej gęstszy. Z czasem bieg uniemożliwiały pnącze, które skutecznie tamowały drogę. Im bardziej Zbliżał się do „źródła” słów, tym bardziej droga stawała się trudniejsza. Nagle chłopak, potknąwszy się o wystający konar, upadł i zaczął spadać w dół. Młody shinobi zamkną oczy, godząc się z niechybnym końcem który go niepodważalnie czeka
- Czyli tak skończę swój żywot? - Bardziej stwierdził, niż zapytał Naruto. – Aż dziwi mnie dlaczego Kyuubi mi w tej chwili nie dogryza. Hmmm, to by było nawet interesujące, gdyby nie fakt iż zaraz zginę. Ale nic. Wybacz mi mistrzu… Zawiodłem… Niedługo się spotkamy. Mimo wielu problemów miałem piękne życie. – Uznał blondyn, przypominając sobie wszystkie piękne chwile jakie zaznał na tej ziemi: Wspólne wycieczki ze Staruszkiem. Przybycie do Wioski Liścia. Test decydujący o przystąpieniu do Drużyny7, oraz co za tym idzie, staniu się shinobi. Poznanie Sakury oraz innych mieszkańców Konohy, z którymi się zaprzyjaźnił. – Taaa… Sakura to dziewczyna o której ciężko zapomnieć. – Stwierdził, przykładając rękę do policzka, które nie raz już zdążyło poznać siłę kunoichi. Gdy tak rozpamiętywał to co już było, doszedł do wniosku, że coś nie gra… - Zaraz, zaraz. Coś długa ta przepaść… - Kiedy Naruto, powoli otworzył jedno oko i rozejrzał się dokoła dostrzegł iż wisi w powietrzu kilkanaście centymetrów nad ziemią. Po chwili z łoskotem upadł na tylną część ciała.
- Jak przed śmiertelnym upadkiem to coś może mnie uratować… Ale przed bolącym tyłkiem to już nie łaska?! – Za żalił się młodzieniec na to „coś” dzięki czemu jeszcze znajduję się wśród żywych. Gdy stanął na równe nogi, obrócił głową kilka razy w lewo i prawo, by obeznać się z otoczeniem. Jak się okazało znalazł się na brzegu czegoś, co wyglądało bardziej jak idealnie okrągły, olbrzymi krater po uderzeniu asteroidy, otoczony zewsząd lasem, niż urwisko. Można to porównać do saganka o wysokich ściankach i półkulistym dnie. Dzięki księżycowi, który świecił tutaj nadzwyczaj jasno, miejsce to było doskonale widoczne. W idealnym centrum rozpadliny znajdowało się drzewo wiśni, jednak było wyjątkowe. Czemu? Otóż, drzewa „Sakury” mają kwiaty koloru blado czerwonego-różowego i są nie wysokie. Natomiast te drzewo było bardzo wysokie o szeroko rozpostartej koronie a kwiaty, które rosły na tym niezwykłym, wytworze natury były koloru srebrnego oraz czarnego. Ich odcień zlewał się z łuną rzucaną przez „Srebrną koronę ziemi” jak to zwykł zwać księżyc Staruszek Fukishima. Gdy jego umysł już się uspokoił i „oczyścił” ze wszystkich zbędnych myśli, do jego uszu ponownie zaczęły dopływać nawoływania jego imienia. Jednak tym razem głos był wyjątkowo bardzo dobrze słyszalny, a wyglądało to tak jakby jego „źródło” znajdowało się właśnie przy tej wyjątkowej wiśni. Chłopak niepewnym krokiem zaczął zbliżać się do ów miejsca. Im był bliżej, tym bardziej strach rozgaszczał się po najdrobniejszych kątach jego serca. Starał się wykorzystywać nauki Takanoriego, jednak próby zapanowania nad strachem były znikome, wręcz niezauważalne. Gdy dotarł na miejsce jego obawy narosły jeszcze bardziej.  Obszedł drzewo kilka razy w około. Zgodnie z ruchem zegara i w przeciwną strone, i… Nic! Pusto!
- Coraz bardziej zaczyna mnie to przerażać. Kyuubi słyszysz mnie! – Zaczął nawoływać swego Bijuu wychowanek Takanoriego, lecz także żadnych efektów. Tylko cisza, prócz przeraźliwego i mrożącego krew w żyłach skowytu, wołającego „Naruto… Odnajdź mnie…” – KYUUBI!!! TY DURNA, RUDA, LISIA, MORDO!!! ODEDZWI SIĘ!!! – Nawet, mimo „próśb” Dziewięcioogoniasty się nie odezwał. Chłopak straciwszy nadzieje oraz siły, na wyjaśnienie co się tutaj dzieje oparł się dłonią o „upierdliwy pachruść”, jak to już zdążył „ochrzcić” roślinę, która przyprawia go niemal o palpitacje serca… I ze strachu i z nerwów. Gdy chłopak dotknął otwartą dłonią wiśnie, drzewo zalśniło oślepiającym, srebrno-czarnym jak liście, światłem. Nie mogąc znieść napływu tak jasnego światła, Uzumaki zasłonił oczy i odsunął się na kilka metrów od miejsca z którego napływało. Blask znikł równie szybko jak się pojawił. Nie obeszło się jednak bez konsekwencji dla oczu. Gdy Naruto odsłonił oczy, nic nie widział. Cały świat wydawał się jedną, białą plamą. Chłopak upadł na ziemię, był cały roztrzęsiony a ręce dygotały.
- Czyżbym stracił wzrok? Gdzie ja u diabła jestem? GDZIE?! – Załamał się niebieskooki, a łzy pojawiły się w kącikach oczu, by zamienić się w potok, przepełniony smutkiem, żalem i bezradnością.
- Jesteś w wymiarze swojej duszy. A wzroku utraciłeś tylko chwilowo i tylko w tym miejscu. – Zabrzmiał dźwięcznie, męski, basowy lecz przyjemny dla ucha głos. Zgodnie ze słowami tajemniczego mężczyzny, biała „mgła” zaczęła się rozrzedzać. Na początku Jinchuuriki Kyuubiego no Kitsune mógł jedynie ujrzeć zarysy postaci, by następnie móc zacząć rozróżniać poszczególne faktury, kolory i marszczenia znajdujące się na materiale, w jaki odziany był ów człowiek. Mężczyzna, w wieku ok 40-45 lat ubrany był w długi, czarny płaszcz, sięgający do ziemi i postrzępiony u dołu, tego samego koloru spodnie oraz ciemne, skórzane buty. Cechą wyróżniającą go były falowane włosy w barwach takich jak drzewo przy którym się znajdował. Srebrno-czarnej. Oczy natomiast były barwy krwiście karmazynowej. Nawiasem mówiąc… Wyglądał jak psychopata z najgorszych koszmarów, pomimo iż, rysy twarzy miał łagodne i przyjemne dla oka.
- K-Kim je-jesteś? – Zapytał się blondyn jeszcze bardziej przerażony, odsuwając się do tyłu.
- Jestem częścią ciebie… A zwiem się…. – Gdy Naruto miał usłyszeć jego imię stało coś niebywałego. W jego uszach, podczas wypowiadania imienia, w jego uszach zabrzmiało coś na kształt fal morskich, sprawiając iż ostatnie słowo, zdradzające jego imię, było strasznie zniekształcone, a co za tym idzie, niezrozumiałe.
- Możesz powtórzyć? Nie mogę cię zrozumieć. – Rzekł zgodnie z prawdą niebieskooki. Mimo iż nadal w jego sercu gościł strach i zwątpienie starał się nad nim panować najlepiej, jak go na tą chwile było stać.  Wstał i otrzepał się z kurzu. Dopiero teraz był w stanie ocenić iż mężczyzna jest o połowę wyższy od niego. 
- Zwiem się… - Gdy tajemniczy starzec miał ponownie zdradzić swe imię, stała się rzecz identyczna jak poprzednio.
- Nadal nie mogę cię zrozumieć. Może to ma związek z tym upierdliwym pachruściem? – Zaproponował chłopak, wskazując ręką na roślinę znajdującą się za przybyszem.
- Hehe, to zapewne nie wina tego „upierdliwego pachruścia” – Zaśmiał się starzec - Po prostu nie jesteś gotów. – Stwierdził z wyraźnym smutkiem.
- Gotów na co? – Spytał Naruto zaintrygowany jego słowami. Na co nie jest jeszcze gotów?
- Tego dowiesz się gdy przyjdzie odpowiednia pora… - Odpowiedział wymijająco tajemniczy człowiek. - Już powinieneś wracać…
- Ale nie odpowiedziałeś mi na pytanie. Na co nie jestem gotów? Kim jesteś i co u licha jest tu grane. - Nie dawał za wygraną Naruto.
- Tego dowiesz się w odpowiednim czasie. – Powtórzył się mężczyzna raz jeszcze.
- Ale… - Nim chłopak zdążył coś powiedzieć, pojawiła się pod nim czarna dziura, w którą Uzumaki wpadł. Ostatnie co zdążył ujrzeć i usłyszeć, to głowę starca spoglądającą w dół oraz słowa wypowiedziane wesołym tonem „Spotkamy się wkrótce”.
-  Musze zaskarżyć przewoźnika… - Stwierdził Naruto, zaplatając gniewnie ręce na piersi i robiąc naburmuszoną mine. Po chwili gdy otoczyła go kompletna ciemność, poczuł jakby nie leciał tylko leżał i ktoś go szturchał.
- Naruto! Naruto! Szybko zbudź się… - Uzumaki słyszał znajomy głos który bez wątpienia należał do… Sakury, jednakże w tle było słychać szczęk i zgrzytanie broni… bez wątpienia musiały to być odgłosy walki. Nagle otworzył oczy. Zielonooka zaskoczona iż jej przyjaciel się zbudził, po tylu nieudanych próbach, odskoczyła to tyłu, uderzając głową o lampkę, znajdującą się tuż obok.
- Nie strasz mnie tak! – Warknęła, rozmasowując bolące miejsce. Lecz gdy otrząsła się, natychmiast przypomniała sobie powód dla którego zaczęła budzić niebieskookiego. – Szybko! Zostaliśmy zaatakowani!
- Rozumiem, już zaraz będę. – Oznajmił się chłopak, ściągając górną część ubrania nocnego, ukazując tym samym świetnie wyrzeźbiony brzuch i klatkę piersiową. Zielonooka lekko się zarumieniła na ten widok, jednak szybko się opamiętała z powodu powagi sytuacji.
- Idę pomóc Sasuke i Kakashiemu-sensei. – Rzekła kunoichi, wychodząc z namiotu i dołączając do reszty. W obozowisku panowało prawdziwe piekło. Kakashi walczył z pięcioma bandziorami uzbrojonymi w topory i miecze. Dzięki sharinganowi ukrytemu  pod opaską, na lewym oku świetnie dawał sobie radę. Pierwszy z napastników, uzbrojony w coś na kształt kosy, zaatakował z góry, chcąc przepołowić szarowłosego jounina na pół. Taka jednak został szybko zablokowany za pomocą kunai.
Inne zbójnicy widząc okazje, postanowili zaatakować odkryte części ciała. Żebra oraz brzuch i klatkę piersiową. Miejsca w których znajdują się punkty witalne. Uszkodzenie jednego z nich mogło by się zakończyć dla ofiary śmiercią. Hatake jednak był szybszy. Prze kierunkował kose, która opadła po jego prawej strony.
- Chidori! – Wykrzyknął nazwę, techniki z rodziny raiton kapitan Drużyny7. Chwile później mężczyzna który zaatakował go za pomocą kosy, leżał na ziemi pozbawiony życia. Tymczasem Sasuke także świetnie radził sobie ze swoim przeciwnikiem. Jego wróg uzbrojony był w katanę, broń używaną głównie przez samurajów, jednak  także przez rabusiów, bandytów i innych oprychów spod ciemnej gwiazdy. Wysoki, ogolony na łyso mężczyzna, zaczął napierać na Uchihe, tnąc na lewo i prawo, kompletnie na oślep. Czarnowłosy jednak unikał prawie każdego ataku wroga, co chwile samemu wyprowadzając kontrę. Zbir pozostawił na nim jedynie kilka zadrapań i płytkich, niegroźnych ran. Jednak dla genina, nawet takie rany sprawiały iż nie był w pełni sprawny. Efektem tego ataki młodzieńca nie sięgały celów, omijając je. Gdy łysy zbir przypuścił, jak uważał ostateczny taka, mający zakończyć walkę, Sasuke wykorzystując wszystkie, pozostałe w nim siły, odbił się nogą, w ostatnich chwili w lewą stronę, sprawiając iż jego przeciwnik poleciał dalej, a on sam znalazł się tuż za nim. Wyciągnąwszy ostatniego shurikena, jaki mu pozostał  rzucił go w napastnika, trafiając idealne w serce. Bandzior po upływie niecałej sekundy upadł, pozbawiony ducha. Najgorzej radziła sobie Sakura. Walczyła z długowłosą, wysoką kobietą o oczach odcieniu brązu, będącą jedyną dziewczyną w całej bandzie. Uzbrojona w długie sztylety, napierała na kunoichi, nie dając jej najmniejszych szans na odsapnięcie, nie wspominając już o ataku.
- Jesteś najsłabsza… To nie potrwa długo. Niezmiernie mnie to cieszy. – Stwierdziła napastniczka, uśmiechając się kpiąco w stronę kunoichi.
- Nie myśl że jestem słaba… jestem silniejsza niż myślisz. – Odszczeknęła się Haruno. Widząc okazje to ataku, przy pomocy kunaia zraniła kobietę w żebra. Przeciwniczka syknęła z bólu. Rana było dosyć głęboka i sączyła się z niej silnie szkarłatna ciecz. Kunoichi widząc iż szala zwycięstwa zaczyna przechylać się na jej stronę, wyrzuciła wszystkie kunaie i shurikeny jakie miała. Nie pozostawiła sobie. Niestety atak okazał się nie skuteczny, gdyż pomimo dokuczliwej rany kobieta odparła ten atak.
- Ty szmato… - Wycedziła przez zęby napastnicza. Widząc iż jej rywalka została pozbawiona jakiejkolwiek broni, uśmiechnęła się szelmowsko. – A teraz giń!!! – Krzyknęła, biegnąc w jej strone. Miał to być cios ostateczny, zakończający całą walkę i pozbawiający różowo włosą życia.
- Sayonara przyjaciele. – Powiedziała smutno, godząc się z losem. Popełniła kuriozalny błąd… Błąd za który przyjdzie przypłacić jej życiem. Znajdowała się w patowej sytuacji, bez szans na jakąkolwiek obronne. Zamknęła oczy, czekając na najgorsze.
- Giń!!! – Krzyknęła brązowooka kobieta, nacierając z pełną siłą i prędkością na swoją „ofiarą”. Gdy już miała zadać ostateczny cios, ktoś chwycił ją z boku za rękę i przeskakując przez „tor jej biegu”, zablokował ją w ten sposób, dzięki czemu był w stanie przerzucić ją przez ramie.
- Kim jesteś?! – Spytała wyraźnie rozdrażniona dziewczyna. Właśnie była wyeliminowania swojej przeciwniczki, a ktoś musiał wciąć się w paradę. Sakura natychmiast zorientowała się, że coś tu nie gra. Gdy otworzyła oczy ujrzała chłopaka o blond włosach i najczystszych, niczym błękit nieba, niebieskich oczach. Nie musiała się zastanawiać, aby wiedzieć kto ja uratował.
- Naruto. – Krzyknęła uradowana Haruno. Stał on na wprost brązowookiej kobiety z kunai w jednej ręce i shurikenem w drugiej.
-‘’Co teraz mam robić? Jak się tym u licha posługiwać?’’- Zastanawiał się w myślach Uzumaki. Zdarzało mu się kilka razy walczyć nożem. Ale nigdy nie była to grupa uzbrojonych i wyszkolonych najemników. Zazwyczaj byli to drobni złodziejaszkowie, którzy dopiero rozpoczynali „karierę”, a ich umiejętności władania bronią, ograniczały się jedynie do krojenia warzyw i mięsa.  Natomiast w tej sytuacji musiał walczyć orężem, który znał tylko z opowiadań Fukushimy. Stawiało to blondyna w nieciekawej sytuacji
- Achhh. Czyli nazywasz się Naruto. Ja zwiem się Tayumi… Miło mi. – Uśmiechnęła się przebiegle wojowniczka.
- Wzajemnie… - Odpowiedział, z wyczuwalnym brakiem przekonania, niebieskooki.
- Bez dalszych ceregieli… Walcz! – Krzyknęła Tayumi z uśmiechem na ustach. Widać było, że walka sprawiała jej wręcz psychopatyczną przyjemności. Naruto widząc iż jego przeciwniczka na niego naciera, zaatakował za pomocą shurikenów licząc na łut szczęścia. Niestety ów szczęście go tego dnia opuściło, a broń upadła przed kobietą. Na ten widok brązowooka przystanęła, nie mogąc powstrzymać śmiechu. Uzumaki chcąc to wykorzystać rzucił tym razem kunaiami, lecz nie popełniając błędu zielonookiej, pozostawił jeden do walki w zwarciu. Stała się rzec taka sama jak w przypadków gwiazdek ninja, noże upadły tuż przed lub obok Tayumi. Jedynie jeden kunai trafił w cel… rękojeścią w nogę, przyprawiając kobietę jedynie o niewielkiego siniaka.
- Czy ty w ogóle umiesz się tym posługiwać?! – Krzyknęła Sakura, na widok sposobu w jaki Uzumaki walczy za pomocą typowego oręża stosowanego przez ninja.
- Ani trochę… - Skwitował niebieskooki, z głupim wyrazem twarzy.
- Czyli już po nas… - Załamała się różowo włosa 
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Za wszelkie błędy i niedociągnięcia przepraszam.

poniedziałek, 14 października 2013

Rozdział.9 - O.o

Drodzy czytelnicy. Przeogromne Arigatou za komentarze, jestem wam niezmiernie wdzięczny. Mam nadzieje że dalsze części opowiadania przypadną wam do gustu^^ Zatem rozsiądźcie się wygonie i oddajcie lekturze^^ Pozdro and Peace^^
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Gdy podeszli do pobliskich krzaków i je odsłonili ujrzeli młodą sarenkę, leżącą przy drzewie znajdującym się na środku przepięknej polany. Fauna i flora były przepiękne. Wielobarwne kwiaty, których nazw żadne z nich nie znało oraz przepiękne ubarwione ptaki latające wokoło miejsca.
-Kawaii. – Pisnęła Sakura na widok małej i uroczej łani znajdującej się nieopodal nich. Na dźwięk słów wypowiadanych przez dziewczynę, zwierzę zerwało się na równe nogi i poczęło poruszać się w chaotyczny sposób jakby chcąc się z czegoś uwolnić. Naruto widząc iż sarna jest uwięziona i nie może się wyswobodzić, przyjrzał się dokładniej zwierzęciu chcąc dostrzec powód. Po kilku minutach dokładnego wpatrywania się, dojrzał gruby, stalowy łańcuch przytwierdzony do drzewa oraz  pułapkę na dużą zwierzynę.
- Kłusownicy. – Szepnął, wręcz niesłyszalnie, jednak wystarczająco głośno by usłyszała, nie wyraźnie ale jednak, Haruno.
- Co? – Spytała, chcąc się dowiedzieć co mówił jej towarzysz.
- Kłusownicy. – Powiedział trochę głośniej, na tyle aby go usłyszała. – To oni zastawili pułapkę, dlatego sarna nie może uciec.
- Co w takim razie robimy? Zapewne są gdzieś w pobliżu. – Podsunęła dość słuszną uwagę dziewczyna. Zapewne ludzie odpowiedzialni za założenie wnyków nie pozostawili ich bez opieki i muszą być gdzieś w pobliżu.
- Wątpię. Gdyby byli usłyszeli by szczęk łańcuchów i przyszli by tutaj. A skoro ich nie ma, znaczy że są wystarczająco daleko… - Nie dane było mu dokończyć wypowiedzi, gdyż w słowo wcięła mu się zielonooka.
- Wystarczająco na co?
- Musimy ją uwolnić, chyba nie zostawimy jej tak. – Powiedział, kierując się w stronę zwierzyny, która na widok człowieka zaczęła się jeszcze bardziej szamotać dotkliwie raniąc sobie skrępowaną kończynę. Chłopak podchodził najwolniej jak potrafił, bardzo spokojnym i delikatnym ruchem. Dziewczyna przyglądała się temu z fascynacją. Nie spodziewała się po nim czegoś takiego. Najpierw ich pierwsze spotkanie, atak ze strony Sasuke na Naruto, który został przez niego bezproblemowo odparty, a teraz jego działania aby pomóc temu zwierzęciu. Przecież mógł przejść bez krzty współczucia a zainteresowania. To on pierwszy usłyszał dźwięk wydobywający się z zarośli. Więc dlaczego… Im bardziej go poznaje, tym bardziej ją zaskakuje. Owszem zachowuje się czasem jak idiota, ale czy naprawdę nim jest. Jakie sekrety skrywa. Jego osoba coraz bardziej intrygowała różowo włosą kunoichi. Zaskakujące jest jeszcze to iż pomimo wychował się wśród samurajów, którzy z reguły nie używają Jutsu, a on potrafi. Dziewczyna nadal głowiła się nad pytaniami i zagadkami których nie potrafiła rozwikłać, tymczasem Naruto był już tylko na wyciągnięcie ręki od jagnięcia. Zwierzę nadal z przerażeniem w oczach spoglądało na jego poczynania. Na jego gładkie, płynne i zwinne, a zarazem delikatne ruchu. Wszystkie poczynania blondyna były dokładnie przemyślane. Niebieskooki zaczął wyciągać rękę w stronę sarny, gdy dłoń znajdowała się już w odległości 30cm od głowy, wstrzymał ruch. Teraz musiał czekać, na inicjatywę ze zwierzęcia. Czekał minutę, potem dwie i trzy, jednak wydawało mu się jakby trwało to w nieskończoność. Jednak po chwili dostrzegł delikatne drgnięcie głowy stworzenia, które najwyraźniej chyba zdobyło się na odwagę by zaufać człowiekowi, gdyż zbliżało czubek pyszczka coraz bardziej i bardziej, aż w końcu Uzumaki delikatnym ruchem  pogłaskał istotę po czubku głowy.
- Możesz podejść. – Zwrócił się w strone Sakury, która będąc nadal myślami była gdzie indziej, nie usłyszała nawoływań przyjaciela. Nie widząc żadnej reakcji z jej strony, krzyknął trochę głośniej, jednak nieznacznie nie chcąc spłoszyć parzystokopytnego. – Sakura!
- Co?! – Spytała z oburzeniem.
- Chodź tu, potrzebna mi jesteś. -  Odpowiedział jej spokojnym tonem, nie patrząc na sposób w jaki się do niego zwróciła. Zielonooka zgodnie z prośbą podeszła i przykucnęła obok. Sarna bacznym krokiem obserwowała jej każdy ruch, podobnie jak z Naruto wcześniej.
- Co mam robić?
- Złap ją za nogę, tylko pewnie by nie mogła nią ruszyć. Ja roztworze szczęki. – Jak ustalił blondyn, tak też zrobili. Kunoichi silnie chwyciła za kończynę, w okolicy sideł, a Uzumaki naciskając z całej mocy, jaką posiadał rozwierał pułapkę. Nie było to łatwe, ponieważ przedmiot stawiał zaciekły opór nie chcąc wypuścić swojej zdobyczy tak łatwo. Jednak, koniec końców siła woli Naruto, by uwolnić jagnię wygrała. Szczęki łapki uległy, wyswobadzając stworzenie, niestety noga była dotkliwie poraniona, a z głębokich wcięć w skórę sączyła się szkarłatna ciecz.
- Trzeba to opatrzyć, inaczej na pewno wda się zakażenie. – Oznajmiła Sakura, sięgając ręką to małej, szarej torebki zamocowanej na pasie, przy plecach. Wyciągnęła z niej czystą wodę, by przemyć ranę oraz gazik jałowy i bandaż. Przemyła cieczą ranę, jak najdelikatniej nie chcąc przyprawić zwierzę o dodatkowe cierpienia. Gdy miejsce z którego sączyła się krew zostało przemyte, kunoichi przyłożyła gazę którą owinęła bandażem. W ten sposób zabezpieczyła nogę przed wdaniem się zakażenia.
- Gotowe. – Oznajmiła wkładając pojemnik z wodą do małej kieszoneczki. Nim jeszcze wstała, pogłaskała sarnę po pyszczku. – Zbierajmy się, i tak już za długo nabawiliśmy czasu.
- Masz racje, wracajmy. – Przytaknął zielonookiej, pomagając jagnięciu stanąć na nogi i samemu wstając, po czym podszedł do koleżanki, która już się trochę oddaliła. Gdy już stali razem, przyglądali się odchodzącemu stworzeniu, które po chwili zniknęło za gęstwinami lasów.
- Czas wracać, lecz nim jeszcze odejdziemy… - Naruto uśmiechnął się zawadiacko. Haruno zmarszczyła lekko brwi, nie wiedząc czego może się spodziewać po koledze. Blondyn, powolnym krokiem zaczął się zbliżać w strone pułapki. Po chwili, gdy był już przy niej, wyciągnął kunai, którym zaczał wyciągać gwóźdź, za pomocą którego były przymocowane wnyki. Kawałek żelastwa stawiał zacięty opór, podobnie jak wcześniej przedmiot który chciał pozbawił sarnę wolności. Jednakże niezłomna wola Uzumakiego ponownie wzięła górę i już po chwili łańcuch wisiał swobodnie. Niebieskookiemu shinobi to jednak nie wystarczyło. Ostrym czubkiem broni, na pułapce, „narysował” śmieszną buźkę z wystawionym językiem oraz gestem który u nas jest znany pod nazwą „ a mi tu czołg jedzie”. Nim jeszcze odszedł upewnił się, że sidła nie będą zdatne do ponownego użytku niszcząc wszystkie mechanizmy jakie był w stanie. Upewniwszy się, że wszystko co miał zamiar, zostało uczynione ruszył w stronę miejsca gdzie pozostawili drzewo. Gdy tam dotarł zastał gotową Haruno z opałem w rękach.
- Możemy już iść, chce mi się spać. – Zaczęła się niecierpliwić dziewczyna. Wychowanek Fukushimy uśmiechnął się lekko pod nosem, biorąc swój, o wiele większy nić Sakury, ładunek drewna i nic nie mówiąc ruszył w stronę obozowiska. Gdy zielonooka zorientowała się, że jej przyjaciel jest już trochę oddalony, dogoniła go. Po 15 minutach drogi dotarli na miejsce. Wszystko było przygotowane, jedyne co było potrzebne to drewno na ognisko.
- Gdzie was tyle nie było?! Aż tak trudno znaleźć trochę drewna w lesie?! – Natychmiast począł krzyczeć, najwyraźniej zdenerwowany, Kakashi.
- Kakashi-sensei, bylibyśmy wcześniej, ale… - Zaczęła wyjaśniać Haruno, jednak została powstrzymana przez niebieskookiego chłopaka.
- Po prostu trochę pogubiliśmy drogę. – Dokończył Uzumaki, bardzo mijając się z prawdą. Jeśli chodzi o orientacje w terenie miał do tego świetny zmysł. Bez problemu radził sobie podczas wędrówek już jako 6 letnie dziecko. Potrafił nawet w nocy, przy pomocy gwiazd, znaleźć drogę do domu. Więc dlaczego nie wyjawił prawdy? To już wiedział tylko on.
- Ach tak? Skoro tak twierdzisz to za kare pozmywacie po kolacji naczynia. Może to was nauczy jak nie gubić drogi. – Odparł srogo Hatake, przeszywając swoim wzrokiem swych uczniów na wylot. Zielonooka lekko jęknęła, lecz gdy natrafiła na piorunujący wzrok swego sensei natychmiast się stanęła jak na baczność. Po 30 minutach spędzonych na przygotowaniu i skonsumowaniu wszyscy położyli się spać. Prawie… Naruto wraz z Sakurą, jak kazał im syn Białego Kła Konohy, musieli w ramach kary pozmywać naczynia.
- Whoa. – Ziewnęła przeciągle zielonooka, przecierając wilgotną ręką oczy, które ze zmęczenia już się same zamykały. Była 12.00 w nocy, a pobudkę mają o 10.00 rano. Wiec raczej nie wyśpi się zbytni, gdyż do zmywania pozostała sterta brudnych naczyń. Ale cóż poradzić… Takie jest już życie shinobi.
- Kładź się. – Zwrócił się niebieskooki do koleżanki obok, nie odrywając wzroku od zajęcia, jakim było wycieranie już umytych naczyń.
- Ale Kakashi-sensei kazał… - Zaczęła kunoichi, jednak już kolejny raz tego dnia jej wypowiedź została przerwana przez tą samą osobę.
- Kakashi-sensei śpi, a ty też zaraz zaśniesz. – Oznajmił swoje, niezaprzeczalne, argumenty blondyn.
- Może i tak, ale jak ja się położę spać ,to będziesz miał dwa razy więcej pracy. - Powiedziała różowo włosa. Nie chciała zostawiać go z tym wszystkim samego. Przez to, że on będzie musiał wykonać nie dość że swoją cześć pracy to i jej, położy się bardzo późno.
- O mnie się nie martw. Jestem przyzwyczajony do późnego kładzenia się spać. No… Zmykaj już. – Uśmiechnął się w stronę swojej przyjaciółki z drużyny.
- Jesteś cudownym przyjacielem. – Haruno przytuliła po przyjacielsku Uzumakiego, po czym przeciągając się ruszyła w stronę swojego namiotu. – Dobranoc i Arigatou. – Rzuciła jeszcze na odchodne.
- Hai, hai. Dobranoc. – Odpowiedział jej.
-‘’Cóż za wspaniałomyślność’’- Naruto usłyszał w swojej głowie dobrze mu znany basowy głos, przepełniony ironią i sarkazmem do krzty możliwości. Tylko jedna istota w caluśkim wszechświecie potrafiła mówić takim tonem. A był to nie kto inny, jak:
-‘’Nie rozumiem Kyuubi co masz na myśli.’’- Odpowiedział w taki sposób, jakby nie mówił to najpotężniejszego z Bijuu, tylko zwykłego znajomego. Chwile potem znalazł się w jednym z części swej duszy, którą „zamieszkiwał” Dziewięcioogoniasty. Pomieszczenie było barwy złotawej, z zielonkawym nalotem, a na ścianach wisiały pochodnie, które swym bladym blaskiem, oświetlały to ciemne miejsce. W powietrzu można było wyraźnie wyczuć zapach stęchlizny, z jednej strony miało postać ciągnącego się bezkreśnie tunelu, prowadzącego w mroczną otchłań. Pod sufitem znajdowały się niezliczone kilometry kabli i rur, z których bezustannie kapała woda, wypełniając „tunel” po kostki. Z drugiej strony natomiast znajdowała się złota klatka, która wyglądała na idealnie czystą. W żadnym stopniu nie pasowała do nastroju panującego w tym miejscu.
- Naprawdę? – Usłyszał ironiczną odpowiedź. Po chwili zza klatki dało się usłyszeć świst wydobywającego się z niej powietrza. Jedyną rzeczą wyróżniającą się, którą w ogóle można było dostrzec, były oczy. Para krwiście czerwonych oczy, z czarną jak mrok bezgwieździstej nocy, poziomą kreską. Można było w nich dostrzec jedynie zło i nienawiść, które płynęły z nich jak potoki lawy. Bezustannie, niosąc za sobą tylko śmierć i zniszczenie, pozostawiając za sobą tylko zgliszcza.
- Nic, a nic. – Pokręcił głową w obie strony, chcąc dać znać mu do zrozumienia, że kompletnie nie ma pojęcia o co może mu chodzić.
- A ONA TO CO! – Krzyknął donośnie. Płomień, na pochodniach przybrał na sile, ukazując całą sylwetkę demona. Miał on postać ogromnego, ogniście rudego lisa o dziewięciu ogonach, stąd też jego imię Kyuubi-Dziewięcioogoniasty. Dziewięć ogonów, jak płomień na pochodniach, falowały majestatycznie, jakby chcąc ukazać gniew i siłę ich właściciela.
- A co ma być? – Nadal udawał głupiego.
- Najpierw ratujesz jej skórę, teraz zmywasz za nią naczynia! Kim ona do cholery jest?! Królewna Śnieżka, a ty jednym z siedmiu krasnoludków?! – Krzyczał oburzony lis.
- Coś się znowu jej uczepił?! Chyba jest moją przyjaciółką. Mam prawo jej pomóc. – Podniósł nieznacznie głos Naruto. Każdy kto go zna, wie, że nigdy nie dawał się ponieść emocjom, gdyż właśnie z ich powodu często popełniamy błędy. Ale czy można się ich wyzbyć? Kim byśmy wtedy byli? Właśnie… Kim…
- Bo to co wyprawiasz jest żałosne. Haha. Przyjaciółką, a to dobre… Zapomniałeś już? Mam ci przypomnieć, co się stało z twoimi „przyjaciółmi” z Kraju Żelaza gdy dowiedzieli się, że jestem w tobie zapieczętowany?  Odwrócili się od ciebie! Zaczęli cię traktować jak wszyscy! Jak zwykły pojemnik. Wszyscy postradali głowy, ze strachu przed tobą. Och, wybacz mi moją zarozumiałość… Sam też jej omal nie straciłeś, bo twój wówczas „najlepszy” przyjaciel chciał ci ją odrąbać przerośniętym nożem do masła. – Wygłaszał z ogromną zaciekłością swój monolog. Gdy zakończył, lekko dyszał.
- Kyuu, oddychaj głęboko bo się zapowietrzysz… Albo pikawa ci nie wytrzyma i strzeli. – Zażartował Uzumaki, z zażartości z jaką Bijuu wygłaszał swe „przemówienie”.
- Czego ty w końcu tego nie zrozumiesz. Nic się nie zmieni… W oczach innych nadal będziesz demonem, zwykłym pozbawionym uczuć potworem który niesie za sobą śmierć i zniszczenie. Nadal tego nie… - Kyuubi chciał zakończyć swój monolog, jednak ktoś mu przeszkodził. Pierwszy raz się zdarzyło by…
- Może ty straciłeś wiarę w ludzi, ale ja nigdy jej nie stracę. – Rzekł krótko na odchodne, kierując się w stronę „wyjścia
- Jeszcze wspomnisz moje słowa!!! A ja będę wtedy wolny!!! Wiedz, że wtedy zniszczę ten przeklęty świat!!! – Krzyczał Dziewięcioogoniasty w stronę blondyna, który jednak nawet na niego nie zerkając znikał w czeluściach „tunelu”.
-‘’Rozdarty jak zawsze… Mógłby przerzucić się na kawę bezkofeinową.” – Skwitował w myślach poczynania swego Bijuu Naruto, powracając do uprzednio przerwanej pracy, czyli zmywania naczyń. Po ich zmyciu w znajdującej się nieopodal rzece i  dokładnym wysuszeniu spakował je do torby znajdującej się nieopodal i wyznaczoną ścieżką ruszył w stronę obozowiska, które znajdowało się 500 metrów od miejsca w którym się znajdował. Podczas przechadzki, obserwował gwiazdy i księżyc. Sam nie wiedział czemu ale uwielbiał tą srebrną planetę i jej blask. O wiele bardziej kochał mroki nocy, niż światło dnia. Czemu? Nigdy się nad tym szczególnie nie zastanawiał. Po prostu tak było i już.
Gdy dotarł do obozowiska zastał tylko rozżarzone popioły, będące pozostałością po niedawno palącym się tu obozowisku i 5 rozłożonych namiotów. Ruszył do najbliższego, znajdującego się tuż obok drzewa, który był zajmowany przez niego. Po przebraniu się w noce ubrania, czyli pozostaniu w samych bokserkach ułożył się wygodnie na materacu.
- Tym razem będzie inaczej… Czuje to… - Wszeptał cicho niebieskooki przed zanurzeniem się w kraine sennych marzeń, która skrywa nasze najskrytsze pragnienia… Oraz najgorsze lęki…
 ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Za wszelakiego rodzaju błędy i niedociągnięcia bardzo przepraszam;)